kulinarny orgazm

Lato 96. Obóz harcerski w Międzyzdrojach. W przykrytej blachą stołówce siedzi blondynka i rudy chłopak. Każde nad swoim talerzem twarożku. Od dwóch godzin. Bo jedzenie nie może się marnować, trzeba zjadać wszystko do końca. Po 2 godzinach blondynka wynosi twarożek w rękawie bluzy, a chleb upycha w kubku z kisielem. I tak przez kolejne 2 tygodnie obozu udaje jej się wychodzić ze stołówki z pustym talerzem.

Do dziś dnia nie znoszę stołówek. Odkąd pamiętam byłam niejadkiem, nie smakowało mi nic, chyba, że było ugotowane przez moją mamę. Dopóki nie zaczęłam podróżować. Moje kubki smakowe, znudzone monotonią polskiej kuchni, pierwszy kulinarny orgazm przeżyły w Turcji. Dobrych kilka lat temu.

Na Bali przeżywają go codziennie. Choć podstawą tutejszej kuchni jest ryż (Balijczycy jedzą go na śniadanie, obiad i kolację) różnorodność warzyw, owoców i przypraw do niego dodawanych (i ich kombinacji), sprawia, że nie sposób się nią znudzić.

Najpopularniejsze danie – Gado-Gado (pochodzące z Javy), czyli sałatka z gotowanych warzyw (m.in. sałaty, kapusty, kiełków, ziemniaków), gotowanych jaj z dodatkiem smażonego tofu, tempeh (tradycyjny indonezyjski plaster sfermentowanej usmażonej soi) obficie polana sosem z orzeszków ziemnych, jadłam już chyba kilkanaście razy.

DSC09826 Gado-Gado przed polaniem sosem z orzeszków

Jednak za każdym razem smakuje i wygląda inaczej. Od prostej sałatki po Gado-Gado ala spring rolls serwowane w Seniman, najlepszej kawiarni w Ubud. Wersja z surowymi warzywami to karedok.

DSC09941
Gado-Gado z twistem Seniman! Najlepsze jakie dotąd jadłam.

Nasi campur i nasi goreng to dwa dania, które można zjeść w każdym warung, czyli prostej, indonezyjskiej jadłodajni. Podstawą obydwu jest ryż (nasi) przy czym w pierwszym jest on gotowany, w drugim smażony. Nie znajdziecie pewnie na całej wyspie dwóch takich samych wersji tych dań.

DSC09885Nasi Campur w wersji z Pulau Kelapa

Pulau Kelapa, warung, w którym każde warzywo, owoc czy przyprawa pochodzą z położonego wśród pól ryżowych na jego tyłach ogrodu (najlepiej zwiedzić go przed posiłkiem aby nabrać apetytu, można też zerwać wybrane warzywa, owoce i przyprawy, z których szef kuchni ugotuje twoje danie) serwuje moje ulubione wegetariańskie Nasi Campur.

DSC09774Wejście do ogrodu Pulau Kelapa

To ryż z ośmioma dodatkami: smażonym tofu, plackiem z kukurydzy, smażonymi w karmelu (albo czymś podobnym) orzeszkami ziemnymi, słodkimi chrupkami kukurydzianymi, sałatką z kiełków, szpinaku, chilli i tartego kokosa, gotowanym, a potem smażonym jajkiem polanym ostrym sosem chilli, świeżym ogórkiem i moim ulubionym gotowanym jack fruit (owoc drzewa bochenkowego osiągający do 90 cm długości i 30 kg wagi jest największym owocem na świecie)! Wszystko przygotowane tuż przed podaniem. Niebo w gębie! Za 3 dolary.DSC09706Moje ulubione danie – Tahu Telor

Najbardziej jak dotąd smakuje mi indonezyjskie Tahu Telor, czyli smażony omlet z jajka i tofu z dodatkiem świeżego pomidora, smażonych orzeszków ziemnych, chilli, limonki i bazylii polane słodkim sosem sojowym z orzeszkami ziemnymi…

Niemal do każdego dania dodaje się też chrupki (kerupuk, jest ich tysiące rodzajów, najczęściej spotykane to te o smaku krewetkowym), które w smaku bardzo przypominają nasze prażynki. Pyszne, choć staram się ich unikać bo, podobnie jak wszystko inne, smażone są na oleju palmowym (sprzedawany w szklanych butelkach niemal na każdej ulicy, podobnie zresztą jak paliwo do skutera, nigdy nie wiem co jest co:) a ten do najzdrowszych nie należy. Mam nadzieję, że mojego bloga nie czyta mój lekarz, któremu obiecałam, że po 3 miesiącach pobytu na Bali powtórzę badania krwi, aby sprawdzić jak ma się mój cholesterol… tak, na pewno to zrobię:)

DSC00149Benzyna to czy olej palmowy?

Bali to raj dla wegetarian. Chwilowo zaliczam się do tej grupy. Nie widzę powodu, dla którego miałabym jeść mięso skoro od miesiąca nie wypróbowałam jeszcze połowy dań wegetariańskich. Jak mam ochotę na mięso jem ryby (to chyba dobrze panie doktorze?). Grillowany stek z tuńczyka w wietnamskiej Indotopii czy piękny, czerwony, świeżo złowiony snapper podany w jednym z zaledwie czterech warung na trudno dostępnej plaży na wschodnim wybrzeżu to miód w gębie.

DSC09908Grillowany tuńczyk z warzywami z Indotopii

DSC09952Snapper – najlepsza ryba jaką dotąd jadłam

Dopełnieniem każdego dania jest sok/lassi/smoothie ze świeżych owoców – mango, papai, bananów (wielkości palca), ananasa, limonki i kilkunastu innych. Razem lub osobno, w tysiącach kombinacji.

DSC09871Do wyboru do koloru

Nigdy nie przypuszczałam, że sok z awokado z dodatkiem czekolady będzie mi tak smakował! Pyszny, o karmelowym smaku cukier palmowy jem kiedy owoce nie dostarczają mi wystarczającej ilości cukru.

DSC09938Tak podają lassi w Seniman

Zdrowo czy nie, nie zamierzam rezygnować z przyjemności jaką daje mi tutejsze jedzenie. W końcu ten rok ma upłynąć pod tytułem “jedz, módl się i kochaj.” (ok, módl się raczej ominę:)

biały jest w modzie

Jednym z moich noworocznych postanowień było odbudowanie wiary w siebie. Jak? Nie miałam pojęcia. Rozwiązanie przyszło samo. Oczywiście na Bali.

Puste, zarośnięte trawą, o nierównej powierzchni boisko do piłki nożnej położone z dala od centrum Ubud. Nieco ponad tydzień temu to właśnie tam uczyłam się jazdy na skuterze. Gdyby nie znajomi z pracy, którzy uparcie powtarzali, że dam sobie radę pewnie nigdy bym nie spróbowała. Niepewnie okrążyłam boisko kilka razy. Skręcać nauczyłam się jeżdżąc wokół bramki. Za duży kask zsuwał mi się na czoło co kilka sekund przez co niewiele widziałam. 15 minut później sama wróciłam skuterem do pracy.

DSC09626

Trzypasmowa autostrada z Ubud do Kuty. Sobota wieczór. Niemiłosierne korki. Upał. Brak przepisów obowiązujący również na autostradzie już mnie nie dziwi. Pędzę na swoim skuterze wśród lokalesów. Nikt mi nie wierzy, kiedy opowiadam, że jeszcze tydzień temu nie umiałam na nim jeździć…

Kuta Beach. Upalne, leniwe, niedzielne południe. Piasek jest tak gorący, że nie sposób po nim przejść bez flipflopów. Fale tak wysokie, że nie można się kąpać w morzu. Za to idealne do surfingu! Nie waham się ani chwili kiedy znajomy Indonezyjczyk proponuje mi lekcje surfingu. Ostrzegam go wcześniej, że to nie będzie łatwe. Pierwsza lekcja wstawania na desce odbywa się na plaży, przed wejściem do wody. Trochę mi schodzi zanim zdecyduję się, która nogę na desce postawić pierwszą. Tak jak jest się prawo- lub leworęcznym, tak jest bowiem z nogami. (Swoją drogą po kilku godzinach surfowania dalej tego nie wiem. Wydaje mi się, że potrzebuję trzeciej nogi:). Kolejna lekcja już w morzu. – Ta jest dobra, łap tę falę – przekonuje Lincoln odpychając moją deskę. Raz, dwa, trzy. Stoję! Stoję na desce! Przez kolejne kilka godzin surfuję już sama obserwując kilku innych początkujących, którym przez cały dzień nie udało się stanąć na nogach nawet na kilka sekund.

DSC09900Kuta Beach i Kuta Beach boys. Tak wyglądają instruktorzy surfingu.

Odkąd wylądowałam na Bali setki razy słyszałam, że jestem piękna. Że mam piękną fryzurę. Że mam piękne ciało. Pewnie są białe kobiety, które przyjeżdżając na Bali tak poprawiają sobie poczucie własnej wartości. Ja do nich nie należę. Aby to usłyszeć wystarczy mieć białą skórę. Im bielszą tym lepiej. Biały kolor jest w modzie. Kupując kosmetyki dokładnie czytam etykiety bo niemal każdy żel, krem czy mydło zawierają substancję wybielającą skórę. Nie dziwi mnie już widok Indonezyjczyków na skuterach ubranych od stóp do głów po ręce w ponad 30-stopniowym upale. Nie nie jest im zimno – jak myślałam na początku. Po prostu chcą mieć jaśniejszą skórę. Bo biały jest też w cenie. Jaśniejszej kobiecie łatwiej znaleźć męża z wyższej klasy społecznej (na Bali funkcjonuje system klas społecznych zwanych warnami, który wynika z wyznawanego na tej wyspie hinduizmu, w którym przynależność do warny jest dziedziczona; indyjski system kastowy wywodzi się z tego samego systemu jednak znacznie się od niego różni, jest bardziej zhierarchizowany, podzielony na gorsze i lepsze kasty).

Sześć. Tyle postanowień noworocznych miałam w tym roku. Dziś mogę wszystkie odkreślić. Następnym razem będą ambitniejsze.

lekcja opanowania

12 w nocy. Dwie kobiety postanawiają naprawić prysznic. To nie mogło się dobrze skończyć. Zwłaszcza jeśli jedną z nich jestem ja. Prosta wymiana słuchawki od prysznica kończy się wyrwaniem całego kranu. Woda leje się prosto z rury na całą łazienkę. Co mądrzejsi czytający ten post pewnie zadają sobie już pytanie dlaczego nie zakręciłyśmy wody zanim zabrałyśmy się za naprawę. My też je sobie zadałyśmy. Ale nieco później. Trochę jednak za późno bo aby zakręcić wodę trzeba udać się do naszego sąsiada. A przecież jest środek nocy.

Co robi Polak w takiej sytuacji? Zakręca wodę (bo najpewniej nie musi prosić o to sąsiada) i dzwoni po hydraulika. Jest zdenerwowany i wkurzony bo przepłacił. No i czemu do cholery to jemu się znów przytrafia?

Co robimy my? Przede wszystkim śmiejemy się do rozpuku próbując zatkać rurę. Najpierw w ręce wpada nam plastikowa torebka (ci mądrzejsi pewnie już stukają się w głowę). Potem ręcznik. Też nie. Szybko przesiąka i zaraz znów się leje, choć wolniej. Za to drewniany pędzel do malowania nadaje się idealnie! Drewno nasiąka wodą i zatyka rurę. Mogę spokojnie iść spać. Rano zostawiam klucz pod wycieraczką, w ciągu dnia przychodzi hydraulik, otwiera sobie pokój, naprawia kran. Wieczorem biorę prysznic używają nowej końcówki z hydromasażem.

Nie wiem jak reszta Indonezji, ale Bali jest bardzo bezpieczne. Chyba nigdy nie czułam się tak bezpiecznie w obcym kraju. Pewnie nawet w Polsce. Skuter parkuję gdzie jest miejsce, zostawiam na nim kask i tyle o nim myślę. Tym bardziej rower. Kto by kradł rower? Na rowerach jeżdżą tylko tutejsze dzieci i obcokrajowcy, którzy nie przełamali jeszcze strachu przed przesiadką na skuter. Australijczycy przemianowali zresztą tutejsze rowery z “bicycles” na “push bikes”. Z racji położenia Ubud faktycznie częściej pchasz rower niż on wozi ciebie.

DSC09838Mój skuter to ten niebieski z kaskiem na siedzeniu. Czasem trudno mi go odnaleźć bo jest ich mnóstwo.

O dziwo bezpiecznie czuję się też na ulicy jeżdżąc skuterem w kraju, w którym nie obowiązują chyba żadne przepisy, a ruch jest lewostronny. Widziałam już całe rodziny na jednym skuterze, matkę z kilkumiesięcznym dzieckiem, kobietę z bagażem na głowie, mężczyzn wożących skuterem worki pełne nasion na targ. Ulica jednokierunkowa? A co to takiego? Wyprzedzanie oczywiście odbywa się z dwóch stron. Na szczęście coraz więcej ludzi jeździ w kaskach z racji ostatnio wprowadzonego obowiązku.

DSC09836Mały dziś ruch na ulicach.

Najlepiej jest na skrzyżowaniach. Pierwszeństwo ma większy, albo po prostu ten, kto ma silniejsze nerwy. To takie ciągłe wymuszanie pierwszeństwa. W tym jestem najlepsza! To w końcu powód, przez który egzamin na prawo jazdy zdałam za 3 razem.

Bali jest dla mnie lekcją opanowania i spokoju. Zwłaszcza na ulicy.