koniec, początek i koguty

pola ryżoweZmieniałam pierwsze zdanie kilkanaście razy. No bo od czego tu zacząć? Od lipca zeszłego roku, kiedy  runął mój dotychczasowy świat, czy od teraz, kiedy zaczęło się coś nowego? Proste. Od tego co teraz. Na Bali nikt nie patrzy w tył (nawet jadąc skuterem:), pozytywna energia wisi w powietrzu. Właśnie. Powietrze. Dopiero jak zaczynasz nim oddychać po ponad 30-godzinnej podróży spędzonej w klimatyzowanych lotniskach i samolotach, dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę, że jesteś w tropikach. Nagle jesteś cała mokra, po plecach spływa Ci pot, najchętniej zrzuciłabyś z siebie wszystkie ciuchy. Bieliznę też. I jakby się dało to także skórę, nie mówiąc o włosach. Na szczęście obcięłam je przed wyjazdem. Hmm. Skoro o włosach mowa. Moja fryzura robi tu furorę! Niemal każdy Balijczyk zaczepia mnie na ulicy i mówi “hey sexy, great hair”, wśród Balijek krótkie włosy to chyba rzadkość. A w zasadzie to się chyba nie zdarza. O dziwo obcokrajowcy, których tu pełno – przyjeżdżają do Ubud na kilka dni i zostają na całe życie – także są pod wrażeniem.

Wracając do początku. Nowa praca, nowe miejsce, nowi ludzi. Początki są zazwyczaj trudne. To chyba jednak nie dotyczy Bali. To też niekoniecznie dotyczy mnie. Ubud nie jest wyjątkiem pod tym względem. Przyjeżdżasz tu i od razu czuje się jak w domu. No prawie. Bo w domu nie chodzą mi po suficie jaszczurki, w ogrodzie nie spacerują gekony, a o 4.45 nie budzą koguty. Rano nie znajduję przed swoim domem ofiary dla bogów, nie czuję pięknego zapachu kadzidełek, nie piję mleka z kokosa na śniadanie. A tutaj owszem.

I w tym wszystkim tylko koguty mi przeszkadzają. Nasz sąsiad hoduje kury, kurnik jest dokładnie 5 metrów na wprost naszego domku. Sąsiad to brat właściciela naszego domu, podobno się pokłócili i tamten na złość jemu postawił kurnik:) Coś Wam to przypomina?:) Na szczęście oszałamiająca roślinność zasłania wszystko (łącznie ze słońcem:) nie mamy więc widoku na głupie kury (serio, nie ma chyba głupszych zwierząt?). Z drugiej strony wstawianie o 5 rano nie jest takie złe. Tylko wtedy na lokalnym targu można kupić świeże warzywka i owoce, a ponieważ słońce zachodzi tu już o 6 po południu poranne wstawianie pozwala nacieszyć się dniem.

Zapomniałam o jeszcze jednej ważnej obserwacji jaką poczyniłam. Z kurami jest jak z robotnikami. I jedne i drudzy zaczynają hałasować o 6 rano doprowadzając ludzi do szału, a jak już wszystkich obudzą robią sobie sjestę. Takie to mam rozmyślania tutaj.

I tym sposobem kury, choć głupie, zostały bohaterkami pierwszego posta. To trochę jak ja w moim własnym życiu;) W kolejnym napiszę pewnie o niesamowitym miejscu, w którym pracuję – Kopernik.